Bullitt – Przejażdżka legendarnym Mustangiem

W 1968 roku Steve McQueen za kierownicą Mustanga GT Fastback zawzięcie gonił Dodge Chargera wąskimi i stromymi ulicami San Francisco. Mowa oczywiście o filmie “Bullitt”, gdzie scena pościgu samochodowego z takim rozmachem nagrana została po raz pierwszy. Właśnie z okazji pięćdziesiątej rocznicy telewizyjnego debiutu auta powstał Ford Mustang Bullitt.

Wystarczy rzut oka, aby zauważyć, że mamy do czynienia z samochodem unikatowym. Nie znajdziemy z przodu galopującego konia – dokładnie tak jak na egzemplarzu z legendarnego pościgu. Zamiast tego na klapę bagażnika i środek kierownicy trafiło logo Bullitt, podkreślające limitowany charakter serii.

Trzeba się namachać? A skąd…

Pod maską dostaliśmy do dyspozycji pięciolitrowy silnik V8 o mocy 460 KM – o 10 więcej niż znany wszystkim Mustang GT. Całość jest zestawiona (a jakże by inaczej) z 6-biegową manualną skrzynią biegów. To o dwa przełożenia więcej niż miał do dyspozycji McQueen. Jeśli jednak ktoś myśli, że spoci się podczas ciągłego machania drążkiem – mam dla niego dwie dobre wiadomości. Klimatyzacja działa znakomicie od pierwszych sekund po rozruchu i doskonale współpracuje z wentylowanymi fotelami. Z drugiej strony rozpędzenie do „setki” zajmie nam 4,6 sekundy, a po drodze czeka nas tylko jedna zmiana biegu. Przełożenia są niezwykle długie, jednak wspięcie się do górnego zakresu obrotów też nie jest czasochłonne. 

Jako zagorzały fan automatów jasno muszę powiedzieć – jeździło mi się tym autem rewelacyjnie. Drążek zakończony białą gałką leży pewnie w dłoni a skok jest krótki, acz wyraźny. Dodatkowo podczas zmiany biegów generowane są międzygazy. Jedyne co może nas powstrzymać to… korek.

Bullitt – dla kogo?

To zdecydowanie nie jest auto miejskie. Stojąc w długim sznurze samochodów na zatłoczonej ulicy, możemy poczuć się wręcz uwięzieni. Jeśli jednak w takim położeniu już się znajdziemy, musimy pamiętać o trzech bardzo ważnych zasadach:

  1. Należy się zrelaksować i wsłuchiwać w uspokajający dźwięk silnika. Kabina jest znakomicie wytłumiona, tak aby nie rozpraszały nas hałasy z zewnątrz.
  2. Możemy posłuchać radia – nagłośnienie Bang&Olufsen jest znakomite, choć muszę przyznać, że nieco przeszkadzało mi w dobrym odbiorze muzyki pochodzącej spod maski.
  3. POD ŻADNYM POZOREM nie powinniśmy wtedy sprawdzać spalania. Ta informacja nie jest nam w danej chwili do niczego potrzebna. Korek sam w sobie jest dość stresujący, po co dokładać sobie więcej zmartwień.

Niestety popełniłem błąd z punktu trzeciego i odruchowo zacząłem przeglądać dostępne tryby układu jezdnego. Poza normalnym stwierdziłem obecność Sportowego+, do jazdy na torze i po śliskiej nawierzchni. Mogłem też skonfigurować zachowanie poszczególnych elementów – tj. układu kierowniczego, wydechowego lub napędu wraz z zawieszeniem MagneRide – i zapisać je w indywidualnym MyMode.

Brak trybu eko nie był szczególnym zaskoczeniem, dla dociekliwych mam jednak informację, że takowy jak najbardziej istnieje. Nazywa się Ford Mustang EcoBoost 2.3.

Bullitt nie jest autem na co dzień. Jest unikatowym elementem kolekcji fana motoryzacji, którym jeździ się dla przyjemności, a nie z potrzeby. Nie oznacza to jednak, że nie poradzi sobie w codziennych sytuacjach. W razie potrzeby możemy w nim zamontować fotelik dziecięcy, bagażnik zaś pomieści całkiem pokaźne zakupy.

Wspaniały z każdej strony

W przypadku Bullitta nie tylko osiągi, ale i estetyka wykonania zasługują na olbrzymią pochwałę. Samochód dostępny jest w dwóch kolorach. Pierwszy to nawiązujący do filmu butelkowo-zielony metalizowany Dark Highland Green, który wygląda po prostu pięknie. W teorii jest dostępny także Shadow Black, jednak w żadnym stopniu nie umywa się do tego pierwszego.

Muskularna, acz smukła sylwetka posadowiona na 19-calowych felgach wyraźnie daje do zrozumienia, że pod maską schowano olbrzymi silnik. Początkowo brak emblematu rozpędzonego wierzchowca sprawiał, że czegoś mi brakowało, szybko jednak poczułem, że tak właśnie powinno być. Krata wlotu powietrza z motywem spłaszczonych heksagonów po prostu nie potrzebuje dodatkowych zdobień. Masywny przód zaakcentowany jest dodatkowo agresywnym spojrzeniem reflektorów wykonanych w technologii LED, tył zaś zwieńczony został czterema chromowanymi końcówkami układu wydechowego. Całość sportowego charakteru akcentują czerwone zaciski hamulcowe przebijające się spod minimalistycznych, lecz bardzo gustownych felg.

Uzyskano w ten sposób idealny balans. Mimo że niektóre elementy zostały uwydatnione, samochód jest niezwykle stonowany. Nie mamy sportowych pasów czy niczego niewnoszących ozdobników, lakier jest zaś bardzo neutralny. Mustang Bullitt jest majestatyczny. To auto dla dojrzałego kierowcy, który nie ma potrzeby imponować innym. Woli w tym czasie zasiąść w wygodnym fotelu i rozkoszować się przyjemnością z jazdy.

Liczy się wnętrze…

W testowanej wersji otrzymałem standardowe dla Bullitta fotele ze skóry perforowanej Lux Ebony. Podgrzewane, wentylowane, z elektrycznym sterowaniem i bardzo solidnym podparciem lędźwiowym. Pozycja za kierownicą była niezwykle wygodna, a miejsca nie brakowało.

Nieco rozczarował mnie system rozrywki – jest identyczny, jak w pozostałych samochodach Forda, choćby w testowanym niedawno Focusie. Bardzo szybko okazało się jednak, że wszystkie elementy konfiguracji Mustanga są sterowane z kierownicy i wyświetlają się bezpośrednio przed głównym zainteresowanym. A możliwości jest sporo – możemy zmienić wygląd zegarów (od standardowych po dwa rodzaje sportowych), ustawić customowe wskaźniki informujące o stanie pojazdu czy przeciążeniach, a także zmienić kolor całego interfejsu. Do tego otrzymujemy kilka aplikacji np. do pomiaru przyspieszenia po starcie. Pomiędzy pięknymi zegarami kierowcy, a systemem rozrywki widocznym pośrodku deski rozdzielczej jest olbrzymia przepaść. Początkowo mnie to irytowało, ostatecznie jednak okazało się, że przestałem zwracać uwagę na centralny wyświetlacz zaraz po ustawieniu ulubionej stacji radiowej. 

Wykonanie panelu środkowego jest bardzo solidne i różnorodne. Przyciski sterowania klimatyzacją są ułożone gęsto, przez co nierealne jest precyzyjne wybranie interesującej nas opcji podczas jazdy. Nie powinniśmy jednak mieć problemu ze zmianą temperatury. Szczególnie dobrze wyglądają i działają, inspirowane zachowaniem aparatury lotniczej, przełączniki trybu układu jezdnego i kierowniczego, kontroli trakcji i świateł awaryjnych. 

Prawdziwym zaskoczeniem jednak były miejsca z tyłu. Na początku jedynie rzuciłem na nie okiem i stwierdziłem: “nie ma mowy”. Po prostu przestrzeń z przodu była tak olbrzymia, że musiała być uzyskana kosztem miejsc pasażerów w drugim rzędzie. I oczywiście tak też jest, postanowiłem jednak sprawdzić, jak bardzo źle byłoby siedzieć z tyłu i… okazuje się, że całkiem znośnie! Wyprofilowane fotele pozwalają usiąść nieco niżej, zyskując w ten sposób kilkanaście centymetrów. Przy wzroście 1,70 m byłem praktycznie pod samą szybą i na wybojach mógłbym uderzyć w nią głową, jednak sam fakt, że udało mi się tam zmieścić zasługuje na sporą pochwałę. 

Wrażenia? Bezcenne. 

Wiem, że będę się powtarzał, ale napiszę to jeszcze raz – jazda tym samochodem to prawdziwa przyjemność. Mamy do dyspozycji potężny silnik, który błyskawicznie reaguje na każde nasze polecenie. Do tego siedzimy w estetycznie wykonanym wnętrzu, w którym czujemy się przytulnie. Mimo drobnych mankamentów (które wynikają pewnie bardziej z mojego czepialstwa), w tym samochodzie po prostu nie da się mieć złego humoru. Po uruchomieniu silnika i ruszeniu w drogę przestajemy zwracać uwagę na wszelkie detale i skupiamy się na galopowaniu naszym rumakiem. 

Jeśli zatem nie lubisz, gdy ktoś inny jeździ takim samochodem jak Ty, masz wolne 230 tysięcy i portfel zasobny na tyle, że częste wizyty na stacji benzynowej nie są Ci straszne, a do tego posiadasz dodatkowe miejsce w garażu i dobry gust motoryzacyjny – Mustang Bullitt jest autem właśnie dla Ciebie! 

materiał przygotowany dla testhub.pl